Żeby osiągnąć sukces, trzeba mierzyć wysoko.

Żeby osiągnąć sukces, trzeba mierzyć wysoko.
droga do sukcesu z przyjacielem jest łatwiejsza

Od kilku tygodni po głowie chodziło mi napisanie tego tekstu. Wiąże się to przede wszystkim ze zbliżającym się końcem roku i moimi wielkimi postanowieniami noworocznymi, choć może powinnam powiedzieć moimi wielkimi marzeniami. Nie wszystkim pewnie spodoba się ten tekst, ale na szczęście jest to moje miejsce w Internecie i mogę tu pisać o czym chcę. Nawet, a może przede wszystkim o tym, że żeby w życiu coś osiągnąć to trzeba ostro zapierdzielać. Taki właśnie ma być dla mnie rok 2020 – ma być czasem wielkiego rozwoju i ostrego zapierdolu. Czy zacznę o sobie myśleć i mówić jako o człowieku sukcesu? Nie wiem, ale zamierzam mierzyć wysoko i robić wszystko, żeby sukces osiągnąć. Tylko czym on w zasadzie dla mnie jest?

Wszystkie zdjęcia w dzisiejszym poście są autorstwa najlepszej Anny Cheby. Bardzo dziękuję Ci za tę wspaniałą pamiątkę!

Samokrytyka wrogiem sukcesu

Zaczęłam się zastanawiać ostatnio nad swoim życiem. Zawsze byłam bardzo krytyczna wobec siebie, a to niczego dobrego nie przynosiło. Postanowiłam spróbować innego podejścia, mianowicie postanowiłam spojrzeć na siebie mniej krytycznie, a w zasadzie na to, co do tej pory w życiu osiągnęłam. Zawsze uważałam, że nie osiągnęłam nic wielkiego. Ot skończyłam studia. Wielkie mi coś. Każdy może. Ale to nie jest jednak takie oczywiste. Jestem osobą, która uważa, że ciężka pracą można zdobyć wszystko. I to jest oczywiście prawda. Niemniej jednak łatwiej jest tym, którzy są lepiej sytuowani, mogą sobie pozwolić na dodatkowe zajęcia i zdecydowanie łatwiej jest tym, którzy mają pełny brzuch. A z tym było u mnie różnie. Więc jak tak sobie myślę o tym w jakich warunkach żyłam ja, a w jakich moich rówieśnicy to kurcze mimo, że czuję niedosyt osiągnięć to w swoim życiu jednak wiele udało mi się wypracować. To takie moje małe zwycięstwa i małe sukcesy.

Nie chcę się zasłaniać tekstami o tym, że bogatym jest w życiu łatwiej. Ale trochę tak jest. Łatwiej jest ciężej pracować i osiągać więcej, kiedy ma się pełną lodówkę, można sobie pozwolić na dodatkowe lekcje czy rozwijanie swoich pasji. Życie, niestety, nie jest sprawiedliwe i niektórzy mają po prostu łatwiejszy start. Tylko nie wydaje mi się, żeby to zmieniało jakoś dramatycznie dużo. To znaczy na pewno coś zmienia, bo pewnie mogłabym być dzisiaj w innym miejscu, gdybym urodziła się w innym, lepszym miejscu. Ale nie przesadzajmy. Trzeba po prostu zakasać rękawy i zapierdzielać po swoje.

droga do sukcesu z przyjacielem jest łatwiejsza

Jestem żywym przykładem na to, że można dostać się na wymarzone studia nie będąc w klasie o danym profilu i nie spędzając miliona godzin na korepetycjach. Że można wyjechać do innego województwa i skończyć te studia, mając do dyspozycji takie a nie inne finanse. Ba, niczego po drodze nie zawaliłam, mimo że byłam w nie najlepszym, delikatnie mówiąc, stanie psychicznym po śmierci Mamy. Udało mi się też wyjechać na zagraniczne praktyki do prawdopodobnie największej w Europie kliniki dla małych zwierząt. To wszystko nie byłoby możliwe bez osób, które mnie wspierały i których chyba nie muszę tu wymieniać, bo doskonale wiedzą, że mój mały sukces jest również ich sukcesem. Dziękuję Wam bardzo za pomoc i dobre słowa.

I to właśnie jestem cała ja. Próbuje sama siebie przekonać, że cała ta droga od liceum do teraz to mój sukces, na który ciężko zapracowałam, a jednak moja głowa mówi, że to „nic” i że mogłam pracować ciężej. Zero pozytywnego myślenia. Tylko ciągła krytyka i pseudoperfekcjonizm. Bardzo chciałabym to zmienić w sobie i to jest mój cel numer jeden na rok 2020.

Weterynaria

droga do sukcesu z przyjacielem jest łatwiejsza

Planów mam wiele. Główny cel – długoletni – to stanie się diagnostą ultrasonograficznym. To jest coś o czym marzę od bardzo długiego czasu i coś czemu chcę się poświęcić. Zbyt dużo o tych planach nie chcę mówić, bo są tak ambitne, że aż sama zaczynam się siebie bać. Uważam jednak, że trzeba mierzyć wysoko i realizować plan krok po kroku. Nie ważne jak długo zajmie mi osiągnięcie tych założeń i poszczególnych etapów. Wiem, że któregoś dnia, być może dopiero za 4-5 lat, powiem sobie „Warto było siedzieć w książkach. Dłubać w artykułach. Jeździć i się szkolić”. I na tych trzech rzeczach zamierzam się skupić w nadchodzących miesiącach.

Dawno, dawno temu marzyłam o tym, żeby „zrobić doktorat”. Teraz nie jestem, co do tego marzenia przekonana. Jednakże z pracą doktorską wiąże się konieczność opublikowania wielu mądrych tekstów w punktowanych czasopismach. I tym zamierzam zająć się w tym roku. To na pewno będzie ciekawe doświadczenie. Nowa przygoda oparta na dwóch fundamentach, które lubię – na pisaniu i nauce. Nie mogę się doczekać.

Wszyscy, którzy mnie znają, wiedzą że największą miłością w weterynarii darzę internę, no i co oczywiste ultrasonografię. Dojrzewam jednak powoli jako lekarz do uczenia się chirurgii. Wstydzę się trochę tego, że szczytem moich możliwości chirurgicznych jest zaopatrzenie powierzchownych ran. Czy zapałam wielką miłością do skalpela? Raczej nie sądzę, ale chcę spróbować nauczyć się czegoś nowego. Chorób wewnętrznych nie porzucę, bo ciągle jeszcze wiem mało – kardiologio, w tym roku musimy poznać się bliżej.

Podsumowanie

Dawno nie czułam takiego podekscytowania na myśl o nowych planach i możliwościach jakie niesie ze sobą Nowy Rok. Oczywiście to wszystko o czym marzę wiąże się z ogromną pracą, którą trzeba będzie wykonać. Konieczne będzie pogodzenie nauki – samorozwoju, szkoleń, pracy i treningów. Bo bez siłowni nie wyobrażam sobie życia, zresztą jest ona drogą do kolejnego celu. A przy okazji jest idealną dla mnie formą terapii, o czym wielokrotnie wspominałam i uczy mnie dyscypliny oraz lepszej organizacji czasu. Mam nadzieję, że w końcu wyrobię w sobie pewne nawyki, dzięki czemu zdecydowanie szybciej będę realizować swoje cele. Może w końcu przestanę być taką leniwą bułą, za jaką się uważam.

Powiem Wam szczerze, że jestem z siebie dumna i uważam, że samo poczynienie tych planów to dla mnie sukces. Brzmi to może śmiesznie, ale jeszcze nie tak dawno wcale nie chciało mi się wstać z łóżka i iść do pracy. I nie chodziło o miejsce pracy, a raczej o to, jak się ze sobą czułam. Najgorsze już za mną, a najlepsze jeszcze przede mną. Sky is the limit!

Mam nadzieję, że Wy również jesteście pełni optymizmu w związku z nowym rokiem.

38 komentarzy

Новинки фільми, серіали, мультфільми 2021 року, які вже вийшли Ви можете дивитися українською на нашому сайті Link

Новинки фільми, серіали, мультфільми 2021
року, які вже вийшли Ви можете
дивитися українською на нашому
сайті Link

Новинки фільми, серіали, мультфільми
2021 року, які вже вийшли Ви можете дивитися українською на нашому сайті link

Новинки фільми, серіали, мультфільми 2021 року,
які вже вийшли Ви можете дивитися
українською на нашому сайті
link

Bardzo, bardzo ciekawy post, pisany niezanudzającym językiem, więc być może wrócę tu jeszcze 🙂 Osobiście życzę (po raz drugi) wytrwałości w osiągnięciu w/w sukcesu. Swoją drogą za jakiś czas na moim blogu pojawi się wpis o postanowieniach noworocznych i samych jego sensie, także zachęcam tam zaglądać. 🙂

Z duzym zainteresowaniem przeczytalam Pani wypowiedzi na temat opieki nad zwierzetami.
Mielismy z mezem kocura „dachowca”, a raczej kocur byl naszym wlascicielem :). Przezyl z nami ponad 18 lat. Ostatnie pol roku meczyl sie przez nieodpowiedzialnego weterynarz, ktory nie chcial zrobic, mimo naszych nalegan, RTG.
Po jakims czasie pojechalismy do kliniki gdzie normalnie jezdzilismy z kotem gdy byla taka potrzeba. Zawsze dzialo sie to albo w piatek wieczor, albo w sobote, hihi. Masz kot byl ubezpieczony, a wiec nawet chirurgiczne zabiegi nas nie zrujnowaly. Z bolem serca patrzylismy na naszego Kube jak sie biedny meczyl. Wizyta w „naszej” dawnej klinice byla krotka i konkretna. Weterynarz nawet nie pytal nas czy ma zrobic RTG, po prostu zrobil to co uwazal za stosowne. Po dokladnym zbadaniu naszego pupilka powiedzial, ze zdaje sobie sprawe z tego jak ciezko nam bedzie, ale dla kota najlepszym wyjsciem jest uspienie jego….pekaly mu jelita. Przezylismy to oboje z mezem okropnie, ale po naradzie, tego samego dnia pojechalismy do kliniki jeszcze raz aby dokonac tego czego uniknac sie nie dalo. Nie chcielismy aby nasz kot meczyl sie.
Kuba byl bardzo inteligentnym kotem. Oczywiscie musielismy na poczatku dopasowac sie do siebie :). Oboje z mezem bylismy konsekwentni w pokazywaniu co kotu wolno a co jest zabronione. Oczywiscie, ze nasz palma yutowa byla wywrocona, bo kotek maly uznal, ze to bardzo dobre drzewko aby wspinac sie na niego 🙂 No coz, bylismy w pracy, jak wrocilismy to nie pozostawalo nam nic innego jakpostawic palme do pionu i zebrac ziemie z podlogi.
Z duza cierpliwoscia uczylismy kota, gdzie moze drapac. Mebli nigdy nie niszczyl, ale moje drogie dywany byly zagrozone 🙂 Pozniej wystarczylo wysunac wskazjacy palec, aby kot wycofywal sie ze swoich niecnych zamiarow.
Od dawna nie mam ani Kuby ani juz meza. Jestem zupelnie sama (nie mielismy dzieci). Po smierci meza znajomi przyniesli mi kota, oddalam im kotka zaraz na drugi dzien. Wytlumaczylam, ze nie jestem w stanie zajac sie soba, a co dopiero kotem. Nie chce tez aby kot przyzwyczail sie do mnie i cierpial gdy ja w depresji bede lezala na kanapie niezdolna do niczego.
Od tamtej pory minelo 10 lat. Latem tego roku zaczelam rozwazac czy nie powinnam wziac sobie kota.
Juz funkcjonuje na tyle normalnie, ze milo by bylo miec z kim porozmawiac w domu :), nawet poklocic sie (koty to potrafia, przynajmniej Kuba potrafil klocic sie ze mna).
Rozwazalam za i przeciw. Nie chcialabym aby kot mnie przezyl, a ryzyko takie istnieje, bo mam juz 71 lat. Trudna decyzja. Jednak patrzac na to jakie warunki maja zwierzeta w schroniskach zdecydowalam uszczesliwic chociaz na pare lat jednego zwierzaka. W listopadzie decyzja zapadla, wzielam kocurka ze schroniska. Ma 8 miesiecy, przed swietami bylam z nim u weterynarza aby sprawdzic czy na pewno jest wszstko w porzadku z jego zdrowiem. Niepokoil mnie smrodek z pyszczka, a poza tym troche czesto robil kupe i to dosyc rzadka. Pani doktor wytlumaczyla mi, ze to moze zalezec od zmiany jedzenia. Chyba tak bylo, bo juz jest wszystko normalnie 🙂 Jutro idziemy wykastrowac sie, aby kotek mogl biegac swobodnie po dworze. Bo tak jak ludzie tak i koty potrzebuja swiezego powietrza.
Dzieki temu, ze przeczytalam Pani bloga bede rozmawiala z weterynarzem o Sylwestrowym szalenstwie. Moze cos przepisze co wyciszy kota w ten dzien i noc. Przeciez wariaci puszczaja petardy od rana. Moj kot nie jest mocno strachliwy ale nie wiadomo jak zniesie takie huki. Tym bardziej, ze ja wieczorem wychodze z domu do znajomych i kot zostanie sam.
Rzadko, albo nawet baaardzo rzadko pisze jakies komentarze, ale dzisiaj nie moglam sie powstrzymac. Moze zadzialaly na mnie tak swieta, wspomnienia o mojej dwuosobowej rodzinie + trzci czlonek rodziny i to najwazniejszy kotek. Nie wiem.
Pani zycze duzo wytrwalosci w „zapierdzielaniu” 🙂 i osiagniecia tych wymarzonych i zaplanowanych juz sukcesow.
Jak cos chce sie osiagnac to faktycznie trzeba zapierdzielac. Znam to z autopsji.
Wesolych Swiat i Szczesliwego Nowego Roku.

P Dobrze, ze skonczyla Pani z samokrytyka. Kiedys bylam, tak jak Pani, bardzo samokrytyczna. To przeszkadza w osiagnieciu czegokolwiek. Wg mnie wszyscy byli piekniejsi, modrzejsi itp. Dopiero jak zycie postawilo przede mna prawdziwe przeszkody, okazalo sie, ze duzo potrafie, ze jestem silna….a piekna to ja nigdy nie bylam.
Ale zawsze nawet w klopotach bylam usmiechnieta 🙂

PS.2 Czy w Polsce mozna ubezpieczyc kota?

Życzę siły i wytrwałości w osiąganiu założonych celów. W kwestii USG staraj się wykorzystać każdą okazję do trzymania sondy w ręce 🙂 I jak mawiał Churchil „Sukces polega na przechodzeniu od porażki do porażki bez utraty entuzjazmu”.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *